Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /www/emm8_new/www/powisle.waw.pl/forum/Sources/Load.php(183) : runtime-created function on line 3
PW 1944 - atak na most Poniatowskiego

Autor Wątek: PW 1944 - atak na most Poniatowskiego  (Przeczytany 6040 razy)

Offline Levittoux

  • Global Moderator
  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 165
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
PW 1944 - atak na most Poniatowskiego
« dnia: Sierpień 01, 2007, 02:31:12 pm »
Byliśmy żołnierzami - 63. rocznica Powstania Warszawskiego
Rozmawiał Włodzimierz Kalicki 2007-07-31

Rozmowa z Jerzym Sienkiewiczem "Rudym"



Włodzimierz Kalicki: Gdzie Pan był w godzinie W?

Jerzy Sienkiewicz "Rudy": - Na Powiślu, w domu przy ul. Solec 24 /po przeciwnej stronie ośrodka sportowego na ul. Solec/. Byłem dowódcą grupy szturmowej ze zgrupowania AK por. "Konrada". Naszym zadaniem było zajęcie warszawskiego przyczółka mostu Poniatowskiego.

Czuliście się dobrze przygotowani?

- Byłem kapralem podchorążym, znałem sytuację tylko w swoim plutonie. Uważałem, że mam pewne doświadczenie. Żołnierzem AK byłem od ponad trzech lat. Dwukrotnie, w lutym i w kwietniu 1944 r., jako kurier Komendy Głównej przewiozłem pocztę do 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Jeździłem na wschód w mundurze Luftwaffe, niby do pracy w charakterze pracownika zarządu budowlanego niemieckiego lotnictwa, z lewymi papierami urlopowymi. To był dobry sposób na przekraczanie granic okupowanej Europy. Doświadczeni szmuglerzy w mundurach pracowników budowlanych Organizacji Todt [budowała niemieckie obiekty wojskowe] albo Luftwaffe docierali ze srebrem nawet do Włoch, a wracali stamtąd z jedwabiem.

1 sierpnia brakowało nam broni. Z mojego plutonu miało ją tylko jedenastu chłopców - głównie pistolety. Jedyny w grupie pistolet maszynowy Schmeisser był w moich rękach. Ukradłem go Niemcom przed Powstaniem. Naszą główną siłą uderzeniową był zrzutowy angielski karabin maszynowy Bren z 2 tys. naboi - kłopot był jednak w tym, że nikt z nas nie umiał go obsługiwać. Z wyszkoleniem strzeleckim też było u nas kiepsko. Ale bardzo chcieliśmy walczyć.

Atak na most Poniatowskiego zakończył się fiaskiem.

- Jak to się skończy, było dla mnie jasne już na odprawie. Most był obsadzony przez niemieckich saperów. To byli doświadczeni frontowi żołnierze, minowali mosty Poniatowskiego, Kierbedzia i średnicowy. Dysponowali szybkostrzelnym, czterolufowym działkiem przeciwlotniczym o strasznej sile rażenia. Nacierać na nich, pod górę, miała nasza dwunastka od strony starej rzeźni na Solcu, a od alei 3 Maja dwa inne plutony, podobnie marnie jak my uzbrojone. W tej sytuacji pozwoliłem sobie na odprawie bojowej na uwagę, że ten atak nie ma szans, a zatem i sensu.

Ale do ataku pan poszedł.

- No jasne! Byliśmy przecież żołnierzami.

Kiedy po raz pierwszy pan strzelił?

- Jeszcze przed szturmem mostu. Stałem dumny przed domem na Solcu, ze schmeisserem w ręku, w przedwojennym polskim hełmie mojego ojca, oficera rezerwy, gdy z bramy naprzeciwko wyszedł żołnierz w mundurze Luftwaffe z karabinem szturmowym na ramieniu. Na mój widok zgłupiał. Wrzasnąłem, żeby się poddał. Podniósł ręce. Ale mnie, w końcu młodego chłopaka, zgubiło poczucie ważności. Odwróciłem się i zawołałem swoich chłopców, żeby go przyprowadzili. W tym czasie Niemiec ściągnął z ramienia karabin i strzelił do mnie. Chybił dwa razy i rzucił się do ucieczki. Skosiłem go serią.

Potem ruszyliśmy na most. Niemcy wystrzelili rakiety sygnalizacyjne, że atakuje ich piechota z czołgami. Strach ma wielkie oczy. Ale potem zaplątaliśmy się w drutach kolczastych, a oni zaczęli strzelać z działka. Od kurzu z rozbitych tynków zrobiło się ciemno. Jedyne, co mogliśmy zrobić, to uciekać.

Most Poniatowskiego był jednym z najważniejszych, strategicznych celów powstania. Dlaczego atakowano go tak słabymi siłami?

- Z perspektywy czasu widać, że 1 sierpnia atakowano nierzadko cele drugorzędne, a te najważniejsze szturmowano zbyt słabymi siłami lub zostawiano w spokoju. Czasem się zastanawiam, czy dowództwu powstania w ogóle zależało na zdobyciu mostów, czy raczej w pierwszym dniu walk nie wolało ono trzymać Sowietów za Wisłą.

A można było w ogóle zdobyć ten most?

- Trudna sprawa. Może gdyby rzucono do ataku silne, doborowe oddziały, ze snajperami do likwidowania niemieckich saperów przy zapalnikach...

Potem przez tydzień walczyliście na Czerniakowie.

- Walczyliśmy to za dużo powiedziane. Czerniaków przez tydzień nie miał dowództwa z prawdziwego zdarzenia. Spływały tam rozbite oddziały spod Sejmu, jacyś powstańcy, którzy nie dotarli na Okęcie. Stworzył się taki wielki obóz warowny, nad którym jego dowódca kpt. Sęp, raptem przedwojenny podoficer, nie miał żadnej kontroli. Żołnierze zajmowali się głównie polowaniami na ukrywających się Niemców. Nawet chłopcy z mojego plutonu ich szukali - złapali trzech policjantów i rozstrzelali ich nad Wisłą. Co i rusz ktoś wyprawiał się do pobliskiej fabryki wódek. Ludzie chodzili pod bronią na rauszu. Dość szczęśliwie 4 sierpnia odparliśmy atak niemieckiej kolumny zmechanizowanej, która uderzyła na Czerniaków, cofając się z Pragi przez most Poniatowskiego. Dopiero po sześciu dniach dowództwo objął świetny oficer kpt. artylerii Netzer "Kryska" i zaprowadził porządek. Nie wiedziałem o tej nominacji i wcześniej, w nocy z 5 na 6 sierpnia, wyprowadziłem swoją grupę na Mokotów.


Dlaczego tam?

- Chciałem przebić się z Warszawy na południe, do lasów, trafić do porządnego oddziału partyzanckiego, dozbroić się ze zrzutów i bić dalej. Po doświadczeniach Czerniakowa bałem się, że w takich warunkach z mojego oddziału nie zostanie nikt żywy.

Na Mokotowie trafiłem na sztab pułku Baszta. Mjr Rede przydzielił mnie do Dywizjonu 1. Pułku Szwoleżerów marszałka Józefa Piłsudskiego, grupy bojowej oficerów i podoficerów pod dowództwem por. Aleksandra Tyszkiewicza "Góry". Większość to byli młodzi chłopcy z arystokratycznych i ziemiańskich domów. Po paru dniach wspólnej walki okazało się, że to bardzo mili ludzie i świetni, odważni żołnierze.

Na Mokotowie jako pierwsi powstańcy wkroczyliśmy na Belgijską, na której niemieccy żandarmi dokonali masakry cywilów. Cała ulica była zasłana zwłokami, także kobiet i małych dzieci. Niemcy strzelali z najbliższej odległości, pomiędzy trupami leżało mnóstwo łusek i trzonków od ręcznych granatów, tzw. tłuczków.

Brał pan także udział jako ochotnik w misji wyprawienia na wschodni brzeg Wisły emisariuszy do sowieckiego dowództwa - kpt. Alfreda Paczkowskiego "Wani", dwóch radiotelegrafistów i oficera sowieckiego wywiadu Kaługina.

- Był z nami jeszcze plutonowy "Afrykańczyk" (Wacław Olechowski), były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, świetny wojak, który w chwilach zagrożenia klął po francusku, oraz oficer AL Jagiełło. Pierwszą próbę podjęliśmy w nocy z 16 na 17 września, ale nie udało się nam sforsować niemieckich pozycji w rejonie Królikarni. Następnej nocy poszliśmy kanałami. Patrolem dowodził pchor. Jerzy Krzysztofowicz "Selim" z sekcji kanałowej, który zginął, gdy próbował wyjść z włazu w zajętym przez Niemców rejonie Zagórnej i Solca. W końcu znaleźliśmy inne wyjście. "Wania", radiotelegrafiści i Kaługin przepłynęli przez Wisłę pontonem. Misja nic nie dała, "Wania" wylądował na 10 lat w sowieckim łagrze.

Jak zakończył się pański udział w powstaniu?

- Przeszedłem z Mokotowa do Śródmieścia kanałem, o którym Wajda nakręcił film. Do chwili kapitulacji dowodziłem obroną budynku przy Nowogrodzkiej. Mogę z dumą powiedzieć, że walczyłem od pierwszych do ostatnich minut powstania, codziennie, bez przerwy. Niemcy w niewoli długo mnie nie mieli. Uciekłem z kolumny jenieckiej tuż przed obozem w Ożarowie.

A w 1949 r. aresztowało mnie UB pod zarzutem szpiegostwa dla Amerykanów. Od trzech lat byłem polskim szefem amerykańskiej misji poszukującej lotników USA zaginionych na terenie Polski. W więzieniu siedziałem razem z Władysławem Bartoszewskim.

Siedział z nami Kurt Fischer, niemiecki policjant. Znałem niemiecki, dużo z nim rozmawiałem. Opowiadałem o walkach na Czerniakowie, on słuchał w milczeniu, patrzył w ścianę. Gdy pytałem o wojenne losy, opowiadał o dowodzeniu sektorem obrony przeciwlotniczej w Kassel, o obronie twierdzy w Kostrzyniu nad Odrą, o służbie w oddziale zaporowym wyłapującym niemieckich dezerterów. Polski sąd nic nie potrafił mu udowodnić i skazał go na 6,5 roku więzienia, akurat tyle, ile już odsiedział. Fischer wrócił do Niemiec Zachodnich.

Po paru miesiącach wyszedłem na wolność. Potem Bartoszewski dał mi niemiecką książkę "II wojna światowa w obrazach". I znalazłem tam zdjęcie Fischera! Zacząłem szukać o nim informacji i okazało się, że to złowroga postać. Znajdowałem jego fotografie, a to u boku von dem Bacha [Obergruppenführer SS, dowódca wojsk niemieckich walczących w Powstaniu, odpowiedzialny za zbrodnie wojenne], a to przy przyjmowaniu kapitulacji gen. Bora Komorowskiego. Fischer faktycznie dowodził oddziałami Dirlewangera [także zbrodniarz z SS], które nacierały na nas na Czerniakowie.

W latach 70. pojechałem do RFN na zaproszenie pana Kohla, brata późniejszego kanclerza, wówczas ministra spraw wewnętrznych w rządzie krajowym Saksonii. Gdy mu opowiedziałem o Fischerze, min. Kohl zatelefonował i okazało się, że Fischer jest szefem policji w Kassel.

Rozmawiał Włodzimierz Kalicki
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4355443.html
« Ostatnia zmiana: Sierpień 01, 2007, 02:33:17 pm wysłana przez Schayer »

Offline anka_es

  • Global Moderator
  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 167
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: PW 1944 - atak na most Poniatowskiego
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 01, 2007, 08:45:42 pm »
a dzisiaj obserwując ludzi na ulicach Warszawy o 17ej zauważyłam że mało kto się zatrzymał na dźwięk syren....

Offline Levittoux

  • Global Moderator
  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 165
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: PW 1944 - atak na most Poniatowskiego
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 01, 2007, 09:11:56 pm »
Koło Rotundy stanęło 95%.

Offline snecz

  • Global Moderator
  • Bohater Forum
  • *****
  • Wiadomości: 636
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: PW 1944 - atak na most Poniatowskiego
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 02, 2007, 03:37:46 pm »
O 17.00 byliśmy na Wilanowskiej 1.
95% samochodów jadących trasą się nie zatrzymało. Jak jakiś kierowca się zatrzymywał to reszta go objeżdżała...

Offline lelum

  • Często Odwiedzający
  • **
  • Wiadomości: 21
    • Zobacz profil
Odp: PW 1944 - atak na most Poniatowskiego
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 06, 2008, 09:57:40 pm »
Szkoda, że tu nie zajrzałam wcześniej. "koleguję" się (róznica wieku i szacunek) z powstancem z Powiśla, p. Janem Kossowskim, z tego oddziału, o którym opowiada sie wyżej. Jego wspomnienia nagrane na taśmę są w Muzeum Powstania. Uroczy Pan 80-latek, mieszka przy Okrąg.