Archiwa autora: Portal Powiśle

Toalety przenośne - co warto wiedzieć na ich temat

Toalety przenośne – co warto wiedzieć na ich temat?

Toaleta przenośna to rozwiązanie niezbędne na wszelkiego rodzaju imprezach plenerowych takich, jak koncerty czy festyny. Nie może jej również zabraknąć na placu budowy czy w pobliżu atrakcji turystycznych. Poniżej garść przydatnych informacji na ich temat.

Idealna toaleta przenośna to taka, która wykonana została z wysokiej jakości, trwałych, odpornych na uszkodzenia mechaniczne i działanie wysokiej temperatury materiałów. Nie bez znaczenia są tutaj również stosowne atesty stanowiące potwierdzenie jakości zastosowanych technologii.

Jednym z elementów przenośnej toalety jest podłoga. Najlepiej, aby była ona antypoślizgowa tak, by gwarantowała pełen komfort użytkowania i skutecznie chroniła przed wypadkiem. Równie ważną rolę odgrywa obudowa wykonana z solidnego, trwałego materiału. Zastosowane do jej produkcji tworzywo powinno być sztywne i odporne na uszkodzenia mechaniczne oraz chemiczne. Nie bez znaczenia jest tutaj także stosowna ochrona przed działaniem promieniowania ultrafioletowego. Inwestując w wysokiej jakości toaletę przenośną można mieć pewność, że posłuży ona przez długi czas, gwarantując pełen komfort i bezpieczeństwo użytkowania.

Każdy taki produkt wyposażony jest w zbiornik na nieczystości. By użytkowanie toalety było w 100% wygodne, posiadać powinien on odpowiednio dużą pojemność. Drugim ważnym elementem jest pisuar. By zapewnić stosowną wentylację w takiej toalecie, stosuje się specjalne kratki oraz rurki wentylacyjne. Produktami, jakich nie może tu zabraknąć są podajnik na papier, wieszak, wewnętrzny zamek oraz element pokazujący czy dana toaleta jest wolna. W przypadku bardziej rozbudowanych modeli do czynienia możemy mieć również z niewielkim lusterkiem, umywalką z dostępem do bieżącej wody oraz podajnikiem na mydło w płynie.

Przed zakupem przenośnej toalety warto zapoznać się z prawnie określonymi zasadami ich użytkowania, które regulują, w jakiej odległości od budynków mieszkalnych mogą się one znajdować czy jaka ich ilość będzie niezbędna w przypadku określonej liczby uczestników wydarzenia.

Wprowadzamy marokański styl do wnętrza

Wprowadzamy marokański styl do wnętrza

Aranżacje wnętrz w stylu marokańskim cieszą się w ostatnich kilku sezonach coraz większą popularnością. Trudno się temu dziwić – stanowi on sprawdzony sposób na ożywienie wnętrza i nadanie mu niepowtarzalnego, orientalnego klimatu.

Styl marokański nawiązuje do architektury tamtego regionu. Królują tu ornamenty z motywem roślinnym, ażury, łuki i koronki. Żadna aranżacja utrzymana w tym klimacie nie może się również obyć bez wzoru marokańskiej koniczyny.

Klasyczne marokańskie meble są masywne i bogato zdobione – czy to fornirami, czy reliefami czy dekoracyjnymi ornamentami. Do ich produkcji najczęściej stosuje się drewno. Ciekawą alternatywą dla klasycznej, utrzymanej w odcieniach brązu szafy czy komody będzie model w kolorze żółtym czy turkusowym, który wprowadzi do wnętrza niepowtarzalny klimat rodem z książęcej komnaty.

W roli dodatków doskonale sprawdzą się tu niewysokie stoliki kawowe, barwne, miękkie pufy, bogato zdobione dywany (w tym również ścienne, nazywane kilimami), ciężkie, wzorzyste zasłony, wiklinowe kosze, ceramiczne dzbany i połyskujące szkatułki.

Chcąc nadać wnętrzu niepowtarzalnego klimatu, warto zaopatrzyć się również w orientalną, ręcznie robioną lampę marokańską z mosiądzu – czy to wiszącą, czy stołową. Lampy marokańskie zachwycają misternie wykonanym abażurem rzucającym na ścianę piękny cień.

Kluczową rolę we wnętrzach utrzymanych w marokańskim klimacie odgrywają kolory. Królują tu odcienie żółci – od barwy zbliżonej do kurkumy, przez kolor słomkowy, bursztynowy i piaskowy. W tego typu aranżacjach spotkań można się także z pomarańczą, czerwienią, fuksją, burgundem oraz malinowym różem. Oprócz nich, w takiej aranżacji pojawić mogą się również chłodne barwy – turkus, kobalt czy indygo. Miłośnicy zieleni do wnętrza wprowadzić mogą dodatki w odcieniach szmaragdu i butelkowej zieleni. Jako że marokański styl jest pełen przepychu, warto zadbać o to, aby w zaaranżowanym w tym klimacie pomieszczeniu nie zabrakło złotych oraz srebrnych akcentów

Kuchnie na wymiar - projektowanie i montaż mebli kuchennych na zamówienie

Kuchnie na wymiar – projektowanie i montaż mebli kuchennych na zamówienie

Kuchnia to bardzo ważne, jeżeli nie najważniejsze miejsce w każdym domu. Przestrzeń, w której regularnie przygotowuje się i spożywa posiłki rozmawiając z innymi członkami rodziny lub w spokoju, samotnie pije poranną filiżankę kawy. Kuchnia to miejsce, w którym można gotować, bawić się i przechowywać rzeczy – w gruncie rzeczy to serce każdego domu.

Wychodząc naprzeciw specjalnym potrzebom klientów przy tworzeniu wymarzonej kuchni, firmy stolarskie poszerzają ofertę wyboru mebli kuchennych i kuchni na wymiar. Kuchnia może wyglądać tak, jak tylko zostanie to sobie wymarzone przez zamawiającego. Bogaty wybór materiałów, kolorów i stylów powoduje, że można dostosować meble kuchenne do nawet najbardziej wyszukanych potrzeb i pragnień. W zależności czy klient ceni tradycyjny, elegancki wygląd solidnych mebli z dębu czy szuka trwałości tych zrobionych z granitu. Bez względu na oczekiwania, projektant pomoże każdemu zaprojektować i stworzyć idealny projekt kuchni, dostosowując rozmiary, układ oraz materiały i wykończenia.
Samo projektowanie idealnej kuchni może być ekscytującym procesem dającym zamawiającemu możliwość zbudowania idealnej dla siebie kuchni od podstaw.

Doświadczeni projektanci poprowadzą każdego przez proces tworzenia szafek kuchennych, zapewniając wykorzystanie najnowocześniejszych trendów w projektowaniu kuchni, ale także dopasują projekt do potrzeb związanych z ergonomią, w celu zapewnienia najwyższego komfortu korzystania z kuchni i poszczególnych mebli kuchennych. Przedstawiciel firmy pomoże wybrać najodpowiedniejsze zawiasy, prowadnice czy systemy szuflad dające gwarancję jakości oraz funkcjonalności. Następnie klientowi pozostaje jedynie wybranie ulubionego rodzaju drewna, bądź innego materiału, z którego zostaną zrobione meble i blaty oraz dopasowanie kolorów i wykończenia.

Po wykonaniu projektu w cenie usługi zapewniona jest dostawa i montaż mebli przez doświadczonych wykonawców. Należy pamiętać, aby w dniu instalacji pomieszczenie kuchenne było przygotowane zgodnie z projektem dołączonym do umowy lub zgodnie z później uzgodnionymi zmianami. Klient powinien powiadomić ekipę montażową o wszelkich niedociągnięciach związanych z nieodpowiednim wykończeniem wnętrza. W trakcie montażu mebli specjaliści dokonają wszelkich drobnych poprawek tak, żeby kuchnia wyglądała perfekcyjnie!

That’s not my... czyli książeczki po angielsku

That’s not my… czyli książeczki po angielsku

Książeczki po angielsku z serii “That’s not my…” mają już ponad 50 tytułów i sprzedały się w ponad 20 milionach egzemplarzy na całym świecie. Na czym polega ich fenomen i dlaczego powinieneś kupić jedną z nich dla swojego dziecka?

Książki z serii “That’s not my…” przeniosą nasze dzieci w świat bajek jednocześnie ucząc je języka angielskiego. Niemowlęta i małe dzieci uwielbiają dotykać teksturowanych stron książeczek dotykowych. Książki dla dzieci po angielsku to idealny sposób, żeby nie tylko oswajać dzieci z językiem, ale także stymulować rozwój sensoryczno-motoryczny naszego maluszka. Wszystkie książki z tej serii charakteryzują wyraziste ilustracje i elementy sensoryczne. Ich prosty, powtarzalny, a dzięki temu łatwy do zapamiętania tekst pomoże dziecku zapamiętać słówka. Dodatkowo ich zaletą jest poręczny format, zaokrąglone rogi oraz grube wzmocnione tekturowe strony.

Książeczki z serii “That’s not my” wyróżnia również unikalna tematyka, która w przystępny sposób zainteresuje każdego maluszka. I tak np. w czasie świątecznym idealnym pomysłem na prezent dla maluszka będą tematyczne książeczki “ That’s not my Santa albo That’s not my Snowman, które przedstawiają tradycje świąteczne i tematy dotyczące zimy.
Dla małych dziewczynek, które kochają księżniczki i wróżki idealne będą książeczki That’s not my princess albo That’s not my fairy.
Dzieci, które interesują się zwierzętami pokochają książeczki That’s not my Owl albo That’s not my Fox, które zabiorą je do wspaniałego świata zwierząt.

Książeczki z tej serii mogą też stanowić doskonałą pomoc dydaktyczną podczas zajęć języka angielskiego w grupach przedszkolnych.
Podczas zajęć z języka angielskiego w przedszkolu wspólne czytanie bajek to moment do wyciszenia dla dzieci. Dobrana dobrze książka, dopasowana do wieku dzieci, umiejętności oraz wielkości grupy bardzo szybko może przynieść spore efekty w nauce języka.

Podsumowując książki dla dzieci po angielsku to nie tylko świetna zabawa ale jednocześnie nauka języka w bardzo przyjaznej dla dzieci formie.
Edukacyjne książki po angielsku zapewniają rozwój językowy i poznawczy. To także idealna propozycja na rozpoczęcie przygody dziecka z czytaniem w języku angielskim.

W kolejnym artykule o książkach dla dzieci postaramy się przybliżyć kilka ciekawych książek z wydawnictwa Macmillan jak na przykład słynny bestseller Julii Donaldson The Gruffalo.

Okruchy wspomnień z powrotów

W ostatnim z artykułów „Okruchy wspomnień” pisałem tam jak losy „powiślaków „ z mojej rodziny – rozrzucały nas w różne strony. Pisałem ,że my znaleźliśmy się z rodziną w Milanówku a potem w Białobrzegach Radomskich.

Do Białobrzegów z dużym pędem wjechały czołgi rosyjskie- goniąc uciekających w popłochu niemieckie oddziały.
Zostaliśmy uwolnieni przez żołnierzy rosyjskich z wielkiego bunkra do którego spędzili ludność cywilną Niemcy. Po raz pierwszy zobaczyłem rosyjskiego żołnierza . Z bunkra Mama wyprowadziła mnie przy samym wejściu na siusiu. Przed wejściem stał wartownik niemiecki. W tym momencie się zakotłowało koło nas i nagle Niemiec leżał na ziemi a żołnierz rosyjski coś krzyczał. Cofnęliśmy się przerażeni do bunkra. Kiedy nadeszło wojsko a wzdłuż drogi od lasku jechały czołgi – wypuścili wszystkich z bunkra. Wróciliśmy tam gdzie zamieszkiwaliśmy – na ul. Piekarską.
Była już zima. Któregoś dnia ktoś z naszej grupy rodzinnej mówił ,że spotkał znajomego z Warszawy z Powiśla.. Mama mi potem mówiła ,że ten Pan znał mojego ojca i że natknął się na niego na Solcu tam gdzie ostatni raz Go zostawiliśmy tj. Solec między 39 a 51.” Było ciemno- mówił a przebiegając potknął się o nogę ojca – poznał Go i pytał czy mu pomóc? Podobno Ojciec powiedział, że jest ranny i sobie poradzi. Opowieść tego znajomego była dla mojej Mamy i rodziny szokiem ale i nadzieją.

Niestety nigdy więcej nikt nic o losach Ojca nie mówił. Ta wiadomość nie dawała nigdy Mamie zapomnieć i wzbudzała nadzieje ,że może wróci – do końca Jej życia. Ten znajomy przyniósł też wiadomość ,że Warszawa od 17 stycznia 45 r jest wolna. Ponieważ On wracał do Warszawy Mama dała liścik do swojej Siostry na Pragę na ul. 11-go Listopada. Od tego momentu wszyscy czekaliśmy na jakąś wiadomość – żeby jak najszybciej wracać do Warszawy na Powiśle – jeżeli jeszcze coś się uratowało i może żyją Ci którzy z nami współżyli – bliscy , sąsiedzi , znajomi.
Mama mówiła ,że na początku lutego ruszyliśmy do Warszawy. –tzw. okazją. Dużo ludzi szło w stronę Warszawy a ci którzy jakimkolwiek pojazdem dysponowali zabierali ich . Podobno mieliśmy dużo szczęścia .Pamiętam tylko ,że dotarliśmy na Solec a tam rozczarowanie i płacz. Nie było nic oprócz gruzów a na nich co kawałek krzyże.
Nie mogliśmy przejść na Pragę. Wisła była zamarznięta i nie było mostu. Spaliśmy w pobliżu pomnika Kopernika w gruzowisku z kilkoma ludźmi , palili ognisko – widać było kościół św. Krzyża i zwaloną na jezdnię figurę Chrystusa z krzyżem.

Pamiętam ,że trzymaliśmy się grubej liny i powoli szliśmy przez zamarzniętą Wisłę w stronę brzegu Praskiego. Co parę metrów stał żołnierz. Było to w rejonie ul. Krowiej na Praskim brzegu (niedaleko Szpitala Przemienienia Pańskiego.

Dotarliśmy do Ul. 11-go Listopada 26.- Tu mieszkała moja Ciotka u swoich Przyjaciół. Wyobraźcie sobie powitanie-to był koniec naszej tułaczki , głodu i zimna .W końcu kawałek mieszkania i życzliwi ludzie.

Na Powiśle chodziliśmy bardzo często – szukając śladów niedawnego życia nad Wisłą i Warszawskim Powiślu.
Zapamiętałem zapach wiślanego piachu i fetorek kanałów ściekowych wzdłuż Solca i ten bruk ulicy wybrzuszonej ponad chodniki , których niestety już w znacznej części nie było. Modliliśmy się często – tak jak w czasie okupacji – przy figurze Matki Boskiej przy ul. Ludnej róg Solca.

Ta opowieść może nie każdego zainteresuje ale ja chodząc po obecnym już ekskluzywnym Powiślu widzę oczyma duszy okruchy z tamtych dni . Oddajcie cześć Tym ,którzy zostali w ziemi Powisla,która oby była coraz piękniejsza i życzliwa.

Warszawa 29.listopad 2012 r.
Z wyrazami szacunku

Andrzej Dubielecki „Powiślak”

Okruchy wspomnień z warszawskiego Powiśla część 6

Jak różne są losy ludzkiego życia niech świadczy fakt , który bezpośrednio dotyczy mojej rodziny ze strony Matki. Jak już wcześniej wspomniałem Mama moja pochodziła ze Śródmieścia Warszawy. Urodziła się i mieszkała do zamążpójścia tj. do 1935 r. na ul. Litewskiej. Zresztą cała rodzina z Biedrzyckich mieszkała w Śródmieściu. Matka na imieninach u koleżanki na ul. Mokotowskiej poznała Ojca – Janka lat 24. Był rosłym, dobrze zbudowanym brunetem. Mama drobną ale ładną kobietą lat 23. Myślę ,że zadziałała wówczas chemia. Podobno o ile wiem nic na to poradzić się nie da. I tu problem – Matka z „górnej Warszawy ”z rodziny tzw. inteligencji pracującej a Ojciec z „dolnej Warszawy” z Powiśla Warszawskiego ul. Solec z rodziny robotniczej syn wiślanego piaskarza. Chyba jeszcze działały zakorzenione w społeczeństwie podziały.

Nie było podobno łatwo przekonać rodziny Matki do słuszności wyboru tego z którym się zwiąże być może na całe życie. Ślub wzięli 23 kwietnia 1935 r. w Kościele Zbawiciela w Warszawie . Zamieszkali Solec 1. Tak z panny ze Śródmieścia stała się moja Mama Powiślanką. Ale wojna sprawiła to ,że po wkroczeniu Niemców do Warszawy – tam gdzie zakładali swoje kwatery i gdzie zajmowali całe kwartały ulic np. Aleje Ujazdowskie z tych rejonów wysiedlali ludność zamieszkałą w sąsiedztwie.

W dniu 27 października 1943 roku rodzina Biedrzyckich w tym i Ojca mojej Mamy- otrzymuje eksmisję z ulicy Litewskiej 9 na ul. Solec 113 zgodnie z policyjnym meldunkiem : Polizeiliche Ammeldung Nr. 379389. (Dokument w oryginale w moim posiadaniu ) Tak się działo z wieloma rodzinami , tak jak z moją –stawali się Powiślakami. Wybuch Powstania Warszawskiego i intensywne walki oraz bombardowania zmuszają Władysława wraz z żoną i młodszą córka do opuszczenia mieszkania na Solcu i chwilowo zatrzymania się u znajomych na ul. Topiel. Uciekają następnie wzdłuż nabrzeża Wisły i dalej do Kościoła na Wolę. Wpadają w ręce Niemców .Córka Henryka (lat 20) wraz z Matką Włodzimierą jest wywieziona na roboty do Wrocławia (Breslau) Władysław jako niepełnosprawny (kontuzja nóg z 1-szej wojny)zostaje od rodziny oddzielony .Do końca wojny przebywa na wsi pow.. Końskie. Nie posiadając środków do życia – uczy w stodole wiejskiej dzieci okolicznych gospodarzy , czytać i pisać ; za posiłek. Po wojnie wszyscy wracają szczęśliwie do Warszawy na Solec 113 na Warszawskie Powiśle. Dom ich w pobliżu Tamki dziś już nie istnieje.

Takie to były losy Powiślaków i tych co się na Powiślu nie urodzili ale do niego wracali z konieczności ale i z sentymentem.

Warszawa dn. 21.11.2012 r.
Z uszanowaniem A.D. ”Powiślak”

Okruchy wspomnień z warszawskiego Powiśla część 5

W dotychczasowych opisach przekazywałem głównie losy mężczyzn naszej rodziny i wydarzenia , które działy się wokół nich. A kobiety – przecież to partnerki i bohaterki życia w tak ciężkich i tragicznych chwilach okresu okupacji , powstania a następnie czasów powojennych.
Czytaj dalej

Okruchy wspomnień z warszawskiego Powiśla część 2

W czasie okupacji na ul. Mącznej Nr.2 (tej ulicy już nie ma) mieszkała siostra rodzona mojego Ojca z rodziną ( Mąż i 2 –ch synów) Wujek Mietek przed wojną miał na ul. Rozbrat –warsztat samochodowy , po wkroczeniu Niemców musiał zwolnić dla ich potrzeb. Warsztat przeniósł na ul. Przemysłową 26. Z tego co wiem należał do organizacji podziemnej w Warszawie .Brał udział w kilku zbrojnych wypadach na placówki Niemieckie .Synowie Jego Leszek i Artur mieli wówczas 11 i 9 lat. Czytaj dalej